Bidur Khanal – oficer Ministerstwa Turystyki Nepalu dotarł do nas i zamieszkał z polską ekipą w obozie może ze dwa tygodnie temu. W Bazie każda ekipa ma takiego urzędnika na utrzymaniu. Sprawdzają, czy odpowiednio się zachowujemy – na przykład czy nie śmiecimy, czy mamy zezwolenie, żeby zdobywać szczyt, czy mamy telefony satelitarne i za nie płacimy.
Posiadanie sprzętu satelitarnego w Bazie pod Everestem jest oczywiście dozwolone, ale za używanie każdego telefonu i modemu trzeba płacić taksę w wysokości kilku dolarów za sztukę. Tak więc oficjalnie nikt tu nie ma sprzętu satelitarnego (może prócz ekipy telewizyjnej z Filipin, której antena nie mieści się chyba w żadnym namiocie). A oficerowie mają węszyć, czy faktycznie tak jest. A jak jest w rzeczywistości?
Nasz oficer Bidur Khana (prywatnie przemiły człowiek) nie robi nic innego, tylko szwenda się po okolicy. Przesiaduje w naszym namiocie kuchennym i podpatruje co robimy, obserwuje z kopca okolicę lub spotyka się ze swoimi kumplami z ministerstwa w różnych dziwnych, zakonspirowanych miejscach (zazwyczaj gdzieś na skale poza Bazą) i debatuje… O czym? Tajemnica! Nikt tego nie wie.
W zasadzie jedyną rzeczą, jaką nasz oficer dotąd zrobił oficjalnie (na moich oczach) było wysłanie informacji do Ministerstwa Turystyki, że nasza ekipa zdobyła szczyt Everestu. Skąd o tym wiem, jeżeli wszystko co robi Bidur Khanal to tajemnica… Wiem, bo to ja na wyprawowym laptopie pisałem mu tę informację, a on zza pleców sprawdzał, czy się gdzieś nie walnąłem. A potem na jego oczach z modemu satelitarnego, którego oczywiście oficjalnie nie mamy (to właśnie sprawdza oficer) wysłałem maila do Ministerstwa Turystyki. A dzisiaj przyszedł do mnie kolega naszego oficera, oficer z sąsiedniego obozu włoskiego, z pytaniem, czy mógłbym jemu również napisać i wysłać do Katmandu informacje, że makarony zdobyły Lhotse. Napisałem i wysłałem ze sprzętu, którego oczywiście oficjalnie nie mamy, a on mi ładnie podziękował…
A teraz sobie myślę… Może oni mnie podpuścili, może te pisma w ogóle nie musiały wyjść do ministerstwa, może wykorzystali moją wrodzoną uczynność i w ten sposób podstępnie wdarli się do naszego namiotu prasowego, zinwigilowali nas, teraz nas dokręcą, wszytko wyśpiewamy… Skąd satelity, ile… Może nad tym tak długo debatowali na skale? Chytrusy! A może to tylko moja mania prześladowcza?
Nasza ekipa nazywa oficerów żartobliwie Czopkami, gdyż każdy z nich, nie widomo czemu, codziennie nosi na głowie po kilka czapek na raz. Najczęściej są to aż trzy czapki. Może ten z trzema to oficer najwyższego stopnia, pułkownik, a ten tylko z bejsbolówką na czole to taki nasz kapral, co to szczoteczką do zębów szoruje korytarze w koszarach… A może to taka konspira tajniacka? Faktycznie, jak się głębiej zastanowię, to ledwo odróżniam naszego oficera od niektórych jego kumpli.
Coś w tym musi być. Od jutra noszę cztery czapki.
Uff, jak dobrze że Bergson nie szczędził dla nas czapek.
|